niedziela, 22 marca 2015

Rozdzial VI

            Pierwsze co poczułam zaraz po przebudzeniu, to ciepło bijące od promieni, które teraz okalały moją drobną twarz. Łóżko na którym spałam było zrobione ze starego, trochę spróchniałego już drewna, które wydzielało specyficzny zapach. Muszę jednak przyznać, że pomimo swoich lat, było ono najwygodniejszą rzeczą, na której kiedykolwiek spałam. Pokój w którym się znajdowałam był skromny i niewielki, ale za to przytulny. Uzupełniało go kilka nieco pradziejowych szafek i regałów, które zdobiły liczne pamiątki rodzinne oraz fotografie.
            Podniosłam się z łóżka i otworzyłam okno, gdyż zrobiło się trochę duszno. Wyjrzałam na zewnątrz i uderzyła we mnie fala przyjemnego chłodu. Od razu poczułam świeży zapach poranka.
- Pierwszy raz, gdy usiłowałem otworzyć to cholerne okno, rama okienna pociągnęła mnie za sobą i wpadłem prosto w żywopłot. Dziwię się, że stoisz tutaj jeszcze cała i zdrowa.
Na dźwięk głosu Jasona lekko podskoczyłam. Tymczasem on podszedł do mnie i również wychylił głowę poza framugę.
- Pamiętam, jak pierwszy raz tutaj przybyłem... - powiedział patrząc w stronę lasu. - Właściwie to i tak nie miałem wyboru.
            Nie wiem czemu, ale przez chwilę miałam wrażenie, że w jego głosie usłyszałam coś znajomego. Zastanawia mnie jednak to, czy mieszkając tutaj z dala od cywilizacji są rzeczywiście lepsze warunki na życie. Brak kontroli, brak ciągłego podenerwowania i strachu. Nie trzeba martwić się o to, czy ktoś zauważy cię rano przechodzącą przez drucianą siatkę z martwą zwierzyną w torbie. Nie trzeba martwić się o to, czy dzisiaj zdołasz wykarmić rodzinę, czy będzie ona głodować przez kilka kolejnych dni. No i oczywiście nie musisz stresować się tym, czy to ciebie w tym roku wszyscy ludzie będą oglądać na wielkim ekranie, kiedy ty będziesz walczyć o przeżycie.
            Jednak zdołało się dostrzec jakąś ponurą nutę, w tym co powiedział Jess. Ciekawa jestem jak on musiał sobie radzić i co się wydarzyło zanim dotarł do tego miejsca.
- Tak na dobrą sprawę, to większość z nas nie ma wyboru. Nikt nie może wpłynąć na to, co się aktualnie dzieje. - odpowiedziałam mu trochę niskim i sennym głosem.
Nasze ramiona lekko się zetknęły.
- No, pokrzepiająca to ty jednak nie jesteś. - spuścił głowę w dół. Włosy zakrywały mu twarz, jednak  zdołałam zauważyć lekki uśmiech pod ich gęstą warstwą.
Nagle poczułam w brzuchu lekki skurcz, który zaalarmował mi, że już pora na posiłek.
- Tak zmieniając temat, co na śniadanie? - zapytałam. - Czuję smażony bekon i jajka.
- Na jedzenie trzeba zasłużyć.
Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby chciał przebadać mnie od każdej strony, nie pomijając przy tym żadnego szczegółu. Zmieszałam się trochę.
- Niby co mam zrobić? - spytałam nieco zbyt nonszalancko.
- Trzy okrążenia wokół ogrodzenia albo czterdzieści pompek. Wybieraj.
Zrozumiałam, że trening właśnie się zaczął. Nadal jednak nie widzę siebie w białym kombinezonie w jakimś obcym dystrykcie dyktującą twarde warunki z biczem w ręku. Marny byłby ze mnie Strażnik. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że niemal codziennie łamię zasady.

                                                                                         *

            Nie wiedziałam, że ten teren jest taki wielki. Ta opłakana chata prezentowała się na nim niemal komicznie. Ciekawe po co im tyle ziemi. Może jednak coś ukrywają?  Przebiegłam chyba jakieś trzy kilometry, do końca brakowało już niewiele. Na szczęście warunki z jakimi przyszło mi żyć wyrobiły we mnie dobrą kondycję, także nie miałam się czym martwić. Jeśli tak ma być codziennie to całkiem mi pasuje, chociaż boję się że ta mała rozgrzeweczka okaże się początkiem katorżniczej charówy od wschodu do zachodu słońca.
            Nagle potknęłam się o jakiś wystający korzeń i upadłam na prawe kolano zdzierając spodnie razem ze skórą. Po kilku sekundach moją nogę zaczął przeszywać lekki ból, pociekło też trochę krwi plamiąc jedwabisty materiał. Co za ofiara...
            Ostatnio takie upadki zaczynają zdarzać mi się coraz częściej. Może jest to wynikiem tego, że jestem trochę niewypoczęta. W końcu ostatnio dużo się działo.
            W pewnym momencie moja ręka wyczuła jakiś zimny obiekt i nagle odczułam lekkie mrowienie na swojej dłoni. Machinalnie ją oderwałam, nieco zaskoczona.
- Cholera... co to było?
Spojrzałam szybko w dół i zaczęłam macać ziemię rękoma, próbując zlokalizować jego położenie. Znalazłam! Tajemniczy obiekt wyglądał jak niczym nie wyróżniający się zwykły pozorny kamień, jednak gdy się jemu bardziej przyjrzało, dało się zauważyć lekkie wgłębienie. Powoli i niepewnie położyłam tam swoją dłoń i znów poczułam dziwne mrowienie w palcach.
            Nagle na kamieniu zaczęły pojawiać się dziwne turkusowe linie, które zaczęły rozprzestrzeniać się coraz bardziej, tworząc skomplikowaną sieć połączeń. Zobaczyłam przebłysk światła i jakaś siła popchnęła mnie kilka metrów dalej.
- Auu... - otarłam moją głowę. Po chwili podniosłam się i... o oniemiałam z wrażenia. Turkusowe linie teraz zaczęły pokrywać cały obszar na którym się znajdowałam, tworząc półkole o cienkiej warstwie, które wyglądało jak coś w rodzaju pola siłowego. Całe zjawisko zniknęło równie szybko jak się pojawiło. Najbardziej przerażał mnie fakt, że wyglądało ono dokładnie jak imitacja tego, które zawsze pokrywało arenę podczas głodowych igrzysk. Jess, co ty tutaj ukrywasz?

                                                                                         *
                                                                           
            Wróciłam do chaty, a zapach bekonu był jeszcze bardziej nieznośny niż wcześniej. Chętnie bym się też czegoś napiła. Jednak w środku nie było nikogo. Podeszłam do stołu i zauważyłam talerz pełen kanapek, które po chwili pochłonęłam. Obok leżała mała karteczka. Sięgnęłam po nią i zaczęłam czytać tekst.


Kiedy będziesz to czytać, zapewne nikogo
nie będzie w domu. Musiałam wyjechać do 
 Kapitolu, mam tam do załatwienia kilka spraw,
nie wiem kiedy wrócę. Raven pewnie bawi się 
w ogrodzie, dopilnuj żeby nic się jej nie stało
przez ten czas. Jeśli czegoś potrzebujesz,
masz Jasona. Pewnie gdzieś się włóczy,
ale nie martw się, prędzej czy później
Cię znajdzie. 
Dzisiaj o dwudziestej masz się stawić
na arenie głównej. Będą tam wszyscy
nowi rekruci. Koniecznie załóż przepaskę,
żeby było wiadomo z którego Dystryktu
Cię przysłano.

W. Rockwood.



"W. Rockwood". Musiałbyć to podpis babci Jessa.

           O dwudziestej mam się stawić na jakiejś arenie głównej... gdybym jeszcze wiedziała gdzie to jest. Spojrzałam na zegarek - zostało niecałe sześć godzin. Mam nadzieję, że reszta osób, która przyjechała na szkolenie mnie tam nie pozjada. Co prawda zawsze mogło być gorzej, zawsze to mogły być igrzyska. Z jednej strony cieszę się w duchu, że nie spotkał mnie gorszy los, ale z drugiej myśl o rodzinie znów powoduje ten nieprzyjemny ucisk w gardle. Ciekawa jestem, jak sobie beze mnie radzą.
            Kiedy wstałam od stołu, znów rozbolało mnie kolano. Potrzebny będzie jakiś opatrunek. Szkoda tylko, że babcia nie napisała gdzie jest apteczka.
            Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł Jess. W jednym ręku trzymał nóż ubrudzony zeschniętą krwią, a w drugim kosz pełen soczystych poziomek. Cóż, ciekawe zestawienie, nie powiem że nie.
            Miał na sobie jeansy i szarą koszulkę, a po jego szyi spływał pot. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie lekko zdezorientowani, gdy nagle jego wzrok spoczął na mojej nodze.
- Nawet się jeszcze dobrze trening nie zaczął, a ty już poległaś.
Poszedł do kuchni i wyciągnął pudełko z szafki nad kuchenką.
- Idź do salonu i na mnie poczekaj, zaraz to opatrzę.
- Sama potrafię to zrobić. - podeszłam bliżej do blatu przy którym chłopak położył pudełko.
- Żartujesz? Nie ma mnie trzy godziny, a ty już wracasz cała zakrwawiona. Ciebie tak zawsze trzeba pilnować? Jeszcze się skaleczysz przy cięciu bandaża.
- Uwierz mi, że w swoim życiu robiłam bardziej ryzykowne rzeczy niż cięcie bandaża.
- W tym momencie sprawiasz, że czuję się bezradny, a kiedy czuję się bezradny to zaczynam być sfrustrowany, a kiedy dopada mnie frustracja to wybucham. I uwierz mi, że wtedy sama erupcja Wezuwiusza to przy mojej osobie nic. Dlatego... idź sobie grzecznie odpocząć w czasie kiedy ja będę pracował.
W tym momencie się poddałam. Zwykle jestem strasznie uparta, ale kiedy szatyn spojrzał na mnie swoim stanowczym, choć może nieco obłąkanym wzrokiem, przestałam już odczuwać potrzebę protestu. Zmierzyłam więc w stronę salonu, rozsiadłam się wygodnie na kanapie i zaklęłam po cichu. Co jest ze mną, przecież ja się nigdy tak łatwo nie poddaję.
            Po około pięciu minutach oczekiwania zauważyłam sylwetkę Jessa zmierzającą w moją stronę. W rękach trzymał miskę, którą po chwili położył na ziemi. Usiadł obok mnie i zaczął przemywać ranę gazikiem nasączonym zimną wodą. Zwykle w takich chwilach jak ta zawsze opiekował się mną Gale, chociaż przy Jessie też czuję się bezpiecznie, pomimo jego nieokrzesanego charakteru. Jednak bardzo brakuje mi Gale'a, nie ma chwili żebym o nim nie pomyślała.
- Hej, Cat, głowa do góry. - Z moich rozmyślań wybudził mnie głos Jessa. Teraz smarował mi kolano jakąś dziwną ziołową maścią. Robił to bardzo delikatnie i starał się, żeby nic mnie nie zabolało. Po chwili rozwinął bandaż i owinął nim moją skórę.
- Te ziółka mogą wydawać ci się trochę podejrzane, ale to tylko mieszanina leczniczych liści krzewów mojej babci. Szybciej goi rany, a lepiej dla ciebie jeśli wieczorem będziesz w pełni dyspozycyjna.
- Dziękuję za wszystko. - wyraziłam wdzięczność.
"Lepiej dla ciebie jeśli wieczorem będziesz w pełni dyspozycyjna". Wieczorem...
- Powiedz mi lepiej co to za mina. - przez mój umysł znów przebił się głos chłopaka. Jego ciemnoniebieskie oczy i śniado-blada cera kompletnie nie pasowały do mojej oliwkowej karnacji i brązowych tęczówek. Zastanawiało mnie, skąd pochodził. W końcu niewiele osób posiada tak niecodzienną urodę jak on. Widać, że jest trochę nietypowy.
- Wiem, że się trochę obawiasz, ale nie masz czego.
W jego oczach malowała się troska.
- Na początku będą sprawdzać twoje umiejętności, ważne jest to, żebyś pokazała się z jak najlepszej strony. Po prostu pokaż im to, co potrafisz najlepiej.
Strzelanie z łuku, pomyślałam.
- I... nie chcę cię dodatkowo zamartwiać, ale muszę cię ostrzec.
Podniosłam wzrok.
- O co chodzi? - spytałam, trochę zbyt cichym głosem.
- Nie przerazisz się? - Jess odpowiedział równie cicho.
- Mów. - odrzekłam, tym razem bardziej stanowczo.
- Najsłabsze ogniwa wypadają po kilku dniach. Inaczej mówiąc, jeśli jesteś słaba, wyrzucają cię gdzieś na pastwę losu i skazują na samotną włóczęgę w nieznane. Oczywiście zakładając, że przeżyjesz.
- Okej, to mnie jednak przeraziłeś. - odwróciłam głowę i popatrzyłam w okno.
- Ej, ale ty sobie poradzisz. Nie jesteś jak reszta, widać że jesteś silna. Kilka dni temu, kiedy oglądaliśmy ceremonię widziałem, że każdy miał przestraszony wzrok, niektórzy nawet wodzili oczami szukając drogi, którą można by było uciec. Dwie dziewczyny z trudem powstrzymywały łzy w oczach, jednak ty stałaś pewnie i patrzyłaś cały czas przed siebie. Twoja twarz była jak kamień, nie można z niej było nic wyczytać, dosłownie. Już wtedy pomyślałem, że chciałbym żebyś to własnie ty trafiła pod nasz dach i oto po kilku dniach nagle spadłaś mi z nieba podczas gdy ja toczyłem nudną rozgrywkę w karty.
- Może tak tylko wyglądam na zewnątrz, ale uwierz, że w środku kotłuje się we mnie tyle uczuć, że czasem myślę, że niedługo nie wytrzymam. Mam ochotę uciec do lasu w moje sekretne miejsce, schować się i już nigdy nie wychodzić. Chociaż wiem, że i tak niedługo będę musiała.
- A w tej chwili? Co teraz się w tobie kotłuje? - Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę Jessa, który znalazł się teraz nieco bliżej mnie. W jego oczach ciekawość mieszała się ze współczuciem.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam po dłuższym zastanowieniu. - Czuję się trochę...
- Może zmęczona?
Przytaknęłam.
- Jak chcesz możesz trochę odpocząć, do wieczora mamy sporo czasu. - zaproponował.
Nie protestowałam, ponieważ oczy same mi się zamykały. Jess przykrył mnie kocem i po chwili zaczął już zmierzać w stronę schodów. To dziwne, ale wolałabym, żeby ode mnie nie odchodził.
- Czekaj. - wydobyłam z siebie niewyraźnie.
Chłopak postawił już nogę na pierwszym stopniu, ale na dźwięk mojego głosu zatrzymał się i odwrócił lekko w moją stronę. Zauważyłam, że bok jego koszulki był lekko rozdarty, a jego przedramię zdobiło kilka świeżych szram.
- Mógłbyś... jeszcze trochę zostać?
Bez chwili namysłu podszedł w moją stronę i zajął miejsce obok mnie. Przez ten czas nie odzywał prawie się w ogóle. Oboje milczeliśmy. Zdziwiło mnie to, bo na pierwszy rzut oka nie wyglądał na osobę zdolną do ciszy.
- Co ci się stało w bok? - zapytałam. Pomimo senności jaka mnie ogarniała chciałam podtrzymywać rozmowę. Czułam się też trochę osamotniona, dlatego chciałam, żeby był on obok mnie.
- Mała sprzeczka z rysiem, nic poważnego. - odparł. - Wiesz... czasami też zdarza mi się być taką ofiarą jak ty i przychodzić do domu z różnymi obrażeniami. - uśmiechnął się delikatnie.
Zaśmiałam się i i lekko szturchnęłam go łokciem.
- To tłumaczy ten zapaskudzony krwią nóż.
- Jeśli chodzi o to, nigdzie się gdzie bez niego nie ruszam.
- Podobnie jak ja z moim łukiem.
- Strzelasz z łuku? - zdziwił się.
- Tak... a ty nie? Mieszkasz przecież w takim miejscu... myślałam, że posiadanie tej umiejętności wydaje się tutaj koniecznością.
 - Hm, niekoniecznie. Ja rzucam sztyletami.
To mnie jeszcze bardziej zaintrygowało.
- Spokojnie, na razie tylko do drzew. - zaśmiał się.
- Widzę, że nie próżnujesz.
- Wbrew słowom mojej babci, nie jestem próżniakiem, powinnaś już to zauważyć. - na jego policzku pojawił się charakterystyczny dołeczek.
           W miarę, gdy rozmawialiśmy ze sobą coraz dłużej, coraz bardziej ogarniało mnie to dziwne poczucie, że jego głos wydawał mi się znajomy. Cichy i delikatny. Stanowczy, ale ciepły. Ciężkie powieki opadały mi już coraz bardziej. Jason chyba to zauważył.
- Jeśli chcesz, możesz się oprzeć. - szepnął do mnie.
           Bez chwili zastanowienia przysunęłam się trochę bliżej i oparłam głowę o jego ramię. Nasze kolana się zetknęły, a w nozdrzach poczułam jego zapach. Pachniał wiatrem, potem i igiełkami sosny. Był to znany mi zapach, kojarzył mi się z bezpieczeństwem, dlatego szybko zamknęłam oczy. Poczułam na sobie delikatny dotyk. Jego smukła dłoń zaczęła przeczesywać moje włosy. Potem lekko zsunęła się w dół. Jego chłodne palce dotknęły mojej szyi, następnie ramienia... pleców... wcięcia w talii. Zadrżałam, kiedy zaczął wodzić nimi po moim ciele. Chyba to zauważył.
            Byłam już w stanie płytkiego snu, jednak zdążyłam zarejestrować kilka niewyraźnych dźwięków, które do mnie doszły.
- Śpij dobrze Cat, muszę lecieć.
           I opadłam na sofę, czując jak całe ciepło powoli ze mnie ucieka, kiedy Jess zniknął. Usłyszałam lekkie trzaśnięcie drzwiami i po chwili całkowicie zasnęłam.
         
















11 komentarzy:

  1. Super blog! Bardzo ciekawie piszesz (dałam obserwację) może i u mnie coś ci się spodoba? http://julialukaszek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy blog, kocham ten rozdział <3 Masz talent do pisania :) Zapraszam też do siebie:
    http://rysowanie-z-haniko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. super piszesz, przede wszystkim ciekawie! potrafisz zainteresować czytelnika, nie robisz błędów, przynajmniej nie zauważyłam ich. bardzo przyjemnie się czyta. pozdrawiam

    daryyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam cię serdecznie, znalazłam twojego bloga na zapytaj i postanowiłam wpaść z wizytą :)
    Zacznę od tego, że rozdział bardzo mi się spodobał, dlatego zamierzam zostać na dłużej.
    Czterdzieści pompek, albo trzy okrążenia ciągnące się kilometrami, ojej bardzo ciekawy wybór, dla mnie, osoby z taką kondycją, a raczej nie posiadającej jej wcale, groziłoby to wyzionięciem ducha już na samym starcie.
    Ten kamyk, który przez przypadek znalazła bardzo mnie zaciekawił, te linie, które rozeszły się nie tylko po nim, ale zalały również ziemię, hmmm ciekawe, faktycznie mogło to przypominać pole siłowe, a to raczej nie jest miłe skojarzenie, dla osoby, która podczas igrzysk musiała mocno się nagimnastykować, żeby ujść z życiem. Zdecydowanie złe wspomnienie. Zastanawiam się co też się stanie wieczorem. Mam nadzieję, że opiszesz to w kolejnym rozdziale, który oczywiście przeczytam z miłą chęcia :)
    Jess na początku wydawał mi się taki... taki zbyt pewny siebie, a nawet troche zarozumiały, ale kiedy opatrywał jej kolano i zgodził się z nią zostać, kompletnie zmieniłam o nim zdanie. Widać, ze Cat poczuła się przy nim bezpiecznie, rozmawiali swobodnie, a w niektórych momentach był bardzo czuły. No i do tego ma dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiecha :)
    Ogólnie rozdział bardzo mi się podobał, piszesz ładnie i ciekawie, ortografia ok, interpunkcja też na plus, także nie mam do czego się przyczepić co bardzo mnie cieszy.
    Rzucił mi się w oczy tylko taki mały szczególik
    - Jeśli chodzi o to, to nigdzie się gdzie bez niego nie ruszam. - to gdzie jest niepotrzebne.
    To chyba tyle :)
    Pozdrawiam cie serdecznie i zapraszam do siebie jeśli znajdziesz chwilę wolnego czasu, co prawda opowiadanie niedługo się kończy, ale być może ci sie spodoba.
    Do zobaczenia ;**
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję bardzo za miłe słowa! Obiecuję, że również wpadnę na Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej zainteresował mnie twój blog, jest naprawdę świetny. Ciężko jest zwrócić moją uwagę a tobie się to udało. W związku z tym zapraszam na nowo powstałego bloga z najlepszymi opowiadaniami : ]

    http://beststoriesblogs.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Wpadłam na twojego bloga niedawno i mam pytanko.
    Będziesz kontynuować? Wiesz minęło już trochę czasu i jestem trochę zmartwiona.
    No ale nic!
    Muszę ci pogratulować talentu, jest co zazdrościć.
    Podoba mi się odbiegająca fabuła, coś innego. :)
    Zapraszam też do poczytania moich wypocin, które dopiero zaczynam :)
    http://68-igrzyska-glodowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej *-*
    Jess mnie intryguje... Chyba z każdym rozdziałem lubię go bardziej <3
    Boję się tylko, że skrywa on jakiś mroczny sekret i doznam przykrego zawodu :c
    W końcu na Twoim blogu nic nie jest oczywiste, a nawet najmniejszy kamień jest owiany tajemnicą...
    Czekam ( niecierpliwie ) na nowe rozdziały !
    Pozdrawiam :
    ~ Ringeril

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam bardzo,ale to bardzo serdecznie ! Pragnę poinformować,że na moim blogu (igrzyskaaaa.blogspot.com) czeka na ciebie miła niespodzianka ! : D Twój blog został przeze mnie nominowany do Libster Award :d Musisz odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania,nominować najlepiej 11 blogów i zadać 11 pytań dla osób,prowadzących je. Oczywiście nie zapominaj o wklejeniu informacji co to L.A. ,ale to także znajduje się na moim blogu ^-^ Dlaczego mój wybór padł właśnie na ciebie ? Uwielbiam Twoje opowiadania, są bardzo ciekawe i pisane ładnym językiem. Mam nadzieję,że pozostanie tak do samego końca ^-^ Dużo weny życzę i zapraszam także na odwiedzanie mojego bloga :*
    ~`R.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cały czas czekam na dalszy ciąg, już mogę powiedzieć, że bardzo lubię Jasona . . . Ale oczywiście czekam na więcej. PLISS!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem w sumie, co mogłabym napisać, bo zdania chyba szczególnie nie zmieniłam. Nie wiem, w jakim kierunku zmierzasz i ciekawi mnie, co będzie dalej. Chociaż za mało skupiasz się na opisach i przeskakujesz w wydarzeniach, przez co nie mam dobrze zarysowanych postaci i one mi się trochę zlewają. Plusem jest to, że nie wprowadzasz miliona na jeden raz i przez to zapamiętuję. Jednak trochę gdzieś mi brakuje wprowadzenia takiej nieco cięższej atmosfery, która by pasowała do świata, w którym żyje Katniss. Ale może jeszcze więcej napiszę pod aktualnym rozdziałem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń